31.12.2013

Refleksja...............

Kiedy zakładałam tego bloga miałam bardzo ambitne założenie, tworzyć historię naszej rodziny, opisywać nasze zmagania z wychowaniem i co? i nic......... zagruzowałam to miejsce tłumacząc się BRAKIEM CZASU. A przecież nie ma takiego pojęcia jak brak czasu, istnieje tylko dobra organizacja lub jej całkowity brak. I o zgrozo , wstyd się przyznać ale z własnej i nie przymuszonej winy przeszłam na ciemną stronę mocy powszechności.Dobrze że rok kiedyś się kończy, dobrze że jest taki punkt zwrotny jak SYLWESTER który chciał nie chciał zmusza do refleksji, mnie bynajmniej zmusił. Siedząc  dziś jak co wieczór przy łóżkach dzieci i czekając aż zapadną w sen , dałam się porwać krótkiej sentymentalnej podróży w przeszłość i  doznałam olśnienia ............. Nasza codzienność przestała być "JAKAŚ" a stała się "JAKO TAKA". Przestaliśmy dbać o szczególiki które kiedyś były takie ważne, to całkiem tak jak użycie dezodorantu bez prysznica.........
Jednak nie usprawiedliwiając swojego niedbalstwa wiem że nie da się żyć tak jak kiedyś . Jednak wierzę że dopasujmy nowe elementy do wspólnej układanki które nadadzą nam koloru.
Dzieciaki nam rosną, zmieniają nasze życie, światopogląd ale naszym zadaniem jest dążyć do celu a celem jest SZCZĘŚLIWA RODZINA i MĄDRE WYCHOWANIE.
Droga jednak trudna i wyboista - zresztą zobaczcie sami jaką podróż odbyliśmy w 2013 roku.......

Kiedy tylko stopiły się śniegi a  choroby odeszły w zapomnienie ruszyliśmy na podbój pięknej aury i soczystej zieleni spragnieni jej jak ryby wody.
Osiodłaliśmy rowery wzywani przygodą ............

Jakież wyczerpujące było siedzenie w fotelikach , dobrze że zabraliśmy moc prowiantu i napoje.....
Słoneczko przygrzewało coraz mocniej, skracaliśmy rękawy i podbijaliśmy kolejne zakątki.






Choć organizacyjnie najkrótsze eskapady nie są łatwe, to nie odpuszczamy . Twardo pakujemy wszystkich i wszystko do auta, zatrzymujemy się co kilometr na siku, picie itp. Słuchamy miliona fasolkowych piosenek ( bo każdy ma inną ulubioną ) żeby tylko choć godzinę pobyć w takich malowniczych lasach nad jeziorem , kiedy słychać jeszcze śpiew ptaków , szum wody,kiedy można zebrać szczaw na pyszną zupę, szyszki na ognisko i  wdychać nienaganny porządek lasu , zanim wkroczą turyści i przytłoczą swoimi dobrami materialnymi to co porusza nasze zmysły.
Po krótkiej wiośnie zawitało lato , a wraz z nim Zawody strażackie w pobliskiej wiosce.


Oczywistym faktem było większe zainteresowanie wśród chłopców, chociaż nie podeszli do tematu tak entuzjastycznie jak my dorośli ( czyt. Dziadek :) ) a same zawody rzeczywiście niezbyt spektakularne. Dobrze że nieopodal był "plac zabaw " ( czyt. jedna zjeżdżalnia. jedna huśtawka i karuzela ) który urzekł trojaczki w 100 %.



Ta wyprawa była żywym dowodem na to "że nie to złoto co się świeci " :) Myśleliśmy że dzieciaki będą z zaangażowaniem śledzić zmagania strażaków, że padną z wrażenia kiedy ujrzą prawdziwą akcję rodem STRAŻAK SAM, będzie pisk i ekscytacja tymczasem ich entuzjazm opadł po pierwszym kwadransie i wzniecił bezgranicznie na widok placyku, w którym MY DOROŚLI dostrzegliśmy milion wad  i zerową atrakcyjność.........
To lato przyniosło nam też sporą ilość adrenaliny, podczas seansu cyrkowego jaki odwiedził naszą mieścinę.

Otóż wśród klauna, akrobatów , piesków, kotków , tchórzofretki i wielbłąda, znalazł się najprawdziwszy aligator i choć nie był kolosem ( może 1 metr długości ) to przegonił nas po całym cyrku kiedy to zeskoczył z rąk opiekuna i ruszył ku trybunom...... Krokodyla oczywiście złapano i jak się później okazało nie miał szans przedostać się do nas przez ukrytą pod tkaninami twardą zabudowę . Jednak nasza wyobraźnia zrobiła swoje, pot ściekał z czoła i to nie tylko z powodu wszechogarniającego upału i duchoty charakterystycznego dla takich amatorskich pokazów cyrkowych  ale zwyczajnego strachu. Wskakiwaliśmy na ławki trzymając dzieciaki w zębach niczym tarzan , kiedy one same nie widziały w wydarzeniu nic szczególnego.
Niech się święci beztroska i  brak bojaźliwości tak charakterystyczny dla wieku dziecięcego.

Nie należę do osób które marudzą że "przyszła zima" choć zawsze wiąże się to z puszką pandory ( czyt. wirusy ), ale te przyjemne letnie wieczory, bose stopy, kwiaty na balkonie i wszechogarniająca błogość dająca się wyczuć w powietrzu sprawiają że chętniej sięgam po aparat żeby na dłużej i mocniej zatrzymać ten czas.....

i to nie tylko mnie urzeka lata czar............


choć zmęczenie daje się wyraźne we znaki.....



19.01.2013

40,8 .....................

Epidemia grypy nawiedziła nasz dom.
Zbierała żniwo od pierwszych dni Nowego Roku.
Ale kulturalna była, zaczęła od najstarszych domowników  i z kolejnym dniem władnęła młodsze roczniki.
Najbardziej bezlitosna okazała się wobec Trojaczków.
Pierwsza była Zosia. Gorączka 39,8 trudna do zbicia. 24 godziny nieustającej walki i sukces 
Temperatura opanowana , nie przekraczająca 38,5 ...........
Po nieprzespanej nocy i ciężkim dniu łapiemy równowagę .
Ale to tylko cisza przed burzą .
Kolejny atak wymierzony w chłopców, gorączka postępowała z prędkością światła .
125 mg Paracetamol ..................i nic
odliczamy 3 godziny i podajemy 60 mg ibuprofenu .....................nadal nic
schładzamy okładami .............................
udaje nam się powstrzymać kolejny wzrost temperatury ale nie możemy jej zbić


znowu paracetamol, ibuprom, paracetamol, ibuprom.................... i dalsze schładzanie

 
 
Mamy w domu regularny szpital.
Zbliża się noc a my biegamy od Frania do Wiktorka co pół godziny mierząc temperaturę, 
żeby nie dopuścić do wzrostu ponad 39,5
posługujemy się tradycyjnym termometrem rtęciowym, pomiar bardzo dokładny ale strasznie uciążliwy, szczególnie w nocy kiedy dziecko balansuje między jawą a snem 

 

Rano jesteśmy padnięci i coraz bardziej chorzy , wirusy atakują Nas zabierając wszystkie siły.
Analizując przebieg choroby u Zosi upatrujemy końca kryzysu........ przecież minęły już  24 godziny
Zmyliło to naszą czujność .
O godz. 16.00 termometr Wiktora wskazuje 40,8 
Błyskawicznie zanurzamy go w chłodnej wodzie, krzyczy.............
Może podać relanium, przecież może dostać drgawek....
Wyjmujemy go i za kilka minut JESZCZE RAZ DO WODY...........
Efekt natychmiastowy , spadek do 39,2 ale my prawie nieżywi.

Zbliża się kolejna noc , nie dajemy rady czuwać wszyscy, wyznaczamy dyżury.
 Noc mija bez większych alarmów, tylko jeden czopek....
A rano, kolejne niespodzianka, Wiktor zaczyna silnie wymiotować .....
Pediatra wysyła nas do szpitala.
Trafiamy na odział zakaźny 
Okazuje się że Wiktor jest mocno odwodniony.
Dostajemy kroplówki i powoli wychodzimy na prostą.
Jednak perspektywa pozostania w szpitalu sprawia że sama jestem bardziej chora  niż syn.

Rozstanie z pozostałą dwójką wcale mi nie pomogło.
Tak bardzo chciałam znów wrócić to naszego codziennego kieratu za wszelką cenę.
Jednak musieliśmy wytrzymać bez siebie 3 doby.
Mam nadzieję że w tym roku to było pierwsze i ostatnie rozstanie.

30.12.2012

W poszukiwaniu zimy....

Nie moglismy jej ujrzeć przez okno,
nie znaleźliśmy jej też na miejskich chodnikach
a kalendarz jednoznacznie wskazywał że powinna gdzieś tu być.....
wyruszyliśmy więc  na poszukiwania ZIMY do lasu.


  
Szukaliśmy jej dosłownie wszędzie, pod liśćmi, wśród mchu, nawet na drzewach....
 
 i znaleźliśmy JĄ !!!!!!!
 Schowała się w kałuży :)


Radość była przeogromna i niczym Kai w Krainie Królowej Śniegu, kruszyliśmy lód

Było cudownie.
 Dzieciaki się wyszalały, płuca wypełniły czystym powietrzem a dusza nasyciła  pięknymi widokami


26.12.2012

Poszły Święta...

Kolejne Święta za nami.
Tegoroczne były bardziej świadome.
Dzieci poznały teorię mikołaja.
Przez cały miesiąc wprowadzaliśmy ich w mistyczność tego Tworu.
Pojawiła się lista życzeń prezentowych i na pytanie :
"...co chciałbyś/chciałabyś dostać od ŚM ? ...."
codziennie pojawiały się te same odpowiedzi.
Sygnał był jednoznaczny,  a na ile świadomy...?
kto wie, czas pokaże....


Czas oczekiwania na Pana Jegomościa z workiem prezentów upływał w skupieniu.
Po kolacji  wyruszyliśmy na poszukiwania Darczyńcy
Wyglądaliśmy przez każde okno nawołując błagalnie .....

" Mikojaju, gdzie jesteś......? choć do nas ......"

 Kiedy zakończyliśmy podróż poszukiwawczą wracając do punktu Startu , oczom ukazała się góra prezentów......


 I zaczął się szał.
Dzieci nie wiedziały czy bawić się tym co w rękach czy rzucać  na kolejne nieodkryte pakunki.....



 Wydawałoby się że po takich wrażeniach padną i wstaną w południe dnia kolejnego tymczasem emocje nie pozwalały zasnąć i pomimo miliona zabawek zabranych do snu, zbudziły się wcześniej niż zwykle....


 I teraz co dzień to samo, odkrywanie nowych możliwości w podarunkach.
Dziękujemy Mikołaju.....

05.12.2012

Mało nas......

Ostatnio bardzo mało nas w sieci ......
Za to dużo w realu............
Na tyle dużo , że bezwstydnie muszę przyznać , że  po godz 20:00 zdarza mi się całkowicie zapomnieć o dzieciakach , za to  kiedy przed snem spoglądam w łóżeczka, mam świeczki w ochach, że one są na prawdę moje........
W jak do emocji ma się powierzchowna rzeczywistość ? BLADO.....
Dzieciaki coraz bardziej umacniają swoją pozycje na tym świecie ,
są tak bardzo świadome swoich możliwości,swojego EGO,  że coraz trudniej  nie dać się zwieść  pozorom.

Ale kiedy chaos w domu sięga zenitu - ratują nas Bajki.

Jeszcze 2 miesiące wstecz nie byli w stanie usiedzieć 5 minut , 
do momentu kiedy na ich drodze nie pojawił się .......:
Bob Budowniczy
Listonosz Pat
Strażak Sam
Bujdy na Resorach
Traktorek Tom 
a aktualnie pochłaniamy Świnki Trzy 

Panuje wtedy absolutne skupienie i totalna cisza ...




Przyznaję że to mało wychowawcze ale czasami tak trzeba, najważniejsze żeby nie przesadzić anie w jedną ani w drugą stronę.....

08.07.2012

2 Urodziny

30 czerwca 2012 roku trojaczki skończyły 2 lata.

Z tej okazji zafundowaliśmy im ( a może bardziej sobie ) GARDEN PARTY.
Pogoda dopisała aż nadto.Żar lał się z nieba żywym ogniem.
Ale mimo to goście dopisali


W tempie błyskawicy zaserwowaliśmy torty które wprawiły dzieci w małe osłupienie.



A kiedy zapłonęły urodzinowe świeczki trudno było  namówić dzieci na ich zdmuchnięcie.
Jednak po  przytoczeniu cytatu jak to zły wilk dmuchał w chatkę.......

Franusiowi udało się !!!!!!


Zosi pomagał tata


Żeby dzieci mogły skosztować słodyczy, jeden z tortów miał specjalną recepturę:
Biszkopcik przełożony musem jabłkowo - bananowym z żelatyną , owocami i obłożony kaszką ryżową na mleku posypany płateczkami z andruta i przybrany owocami czerwonej porzeczki.

Później była  już tylko zabawa i cały nasz czas poświęcony dzieciakom.


Wujek Romek pozwolił nawet Frankowi na zabawę w swoim aucie za czym chłopcy szaleją a na co im na codzień  nie pozwalamy.


Aby nie stracić siły Trojaczki przybiegały na małe co nie co.


Dzieci niewiele będą pamiętały z tego przyjęcia ale Rodzice są zadowoleni :)



12.06.2012

Błotne SPA

Nasza Zosieńka
........księżniczka
.......Cukiereczek
jako jedyna z całej trójki po ostatniej ulewie taplała się w blocie z kałuży
A wyglądało to mniej więcej tak.........


...... nic dodać nic ująć, no może tylko to, że odrobina swobody dzieciakom też się czasami należy, a to że po 10 min dobrej zabawy jest godzina doprowadzania do kultury i usuwania szkód to pestka. 
                                                                                                                                                                                              
             Dziwi mnie tylko fakt że chłopaków w ogóle ta zabawa nie wciągnęła, chyba po raz pierwszy nie zadziałał mechanizm owczego pędu ( szkoda że w kwestii bosaka tak nie jest :( )